| Bogna Szymkiewicz
MITYCZNI GOŚCIE W PRZESTRZENI ZRANIENIA
(rozdział z książki „Zranione stany świadomości”
– książka ukaże się w roku 2006)
W świecie, w którym dominującym mitem społecznym
jest mit ofiary i prześladowcy, czego możemy się
spodziewać, jeśli nie tego, że małe fragmenty będą
się zwracać przeciwko sobie...
(fragment anonimowej wypowiedzi znalezionej w
Internecie)
strona
1 | strona 2
Prześladowca W języku potocznym i w teoriach psychologicznych używa
się różnych pojęć określających rolę komplementarną
wobec ofiary. Mówi się więc o prześladowcy ( persecutor ),
oprawcy ( opressor ), sprawcy przemocy ( perpetrator ).
Każde z tych pojęć akcentuje nieco inny aspekt roli.
Wybieram pojęcie „prześladowca” jako tytuł ze względu
na jego popularność w literaturze psychologicznej,
jak i na to, że wydaje się najbardziej pojemne.
Prześladowca to ktoś, kto „gnębi, uciska, szykanuje”
(Sobol, 2000). Pojęcia bliskoznaczne to ciemięzca (ktoś
kto „pozbawia wolności swobodnego życia, nakłada ciężary,
prześladuje, uciska” i „gnębiciel” (ktoś kto wywołuje
niepokój, przygnębia, trapi, dręczy, nęka).
Prześladowca kojarzy się więc z siłą i władzą w jej
negatywnym aspekcie: jest tym, kto owej władzy czy
siły nadużywa, wykorzystując ja nie „dla” innych, lecz
„przeciwko” swojej ofierze. Buduje swoją moc lub poczucie
własnej wartości w relacji do kogoś, kto jest słabszy.
W tym sensie potencjalna ofiara jest mu niezbędnie
potrzebna, bo tylko przeglądając się w jej słabości,
widzi swoją siłę.
Jest, lub dąży do tego by być, najwyższą instancją
w pewnej rzeczywistości. To on definiuje świat i narzuca
swoją definicję innym. Jego celem jest władza absolutna.
Jeśli jest na szczycie danego porządku, władza ta będzie
skupiona w jego rękach, jeśli jest niżej w hierarchii,
dąży do tego, by wprowadzać i utrzymywać za wszelką
cenę panowanie określonego porządku, w którym zajmuje
wysoką pozycję. Jako reprezentant pewnego systemu może
używać swojej pozycji do tego, by innych ustawiać w
miejscach, w których sam nie chciałby się znaleźć.
Tym samym, broniąc danego porządku, broni swojej pozycji
i przywilejów. Ma władzę definiowania rzeczywistości
i to jego definicja obowiązuje obie strony: oprawcę
i ofiarę.
Prześladowca jest odcięty od bólu, który zadaje. Z
jego punktu widzenia albo po prostu egzekwuje oczywiste
prawa, albo karze tych, którzy dopuścili się przewinienia.
Działa albo w imię zaspokojenia swoich potrzeb, z
poczuciem, że mu się to należy, albo w imię wyższych
celów, w obronie pewnego porządku.
To właśnie prześladowca „przeszedł na ciemną stronę
mocy” (używając metafory z Wojen gwiezdnych ,
wielkiego mitu naszych czasów *).
To Wielki Cesarz Imperium, Darth Vader, Lord Voldemort,
a także ci, którzy są posłuszni ich rozkazom.
Istotą „ciemnej strony mocy” jest to, że owa moc jest
„pozbawiona serca” – a więc zamknięta na uczucia i
kontakt. Jest absolutnie jednostronna. W najmniejszym
nawet stopniu nie uwzględnia autonomii drugiej strony.
Nie ma tam mowy o porozumieniu, porozumienie uwzględnia
bowiem istnienie dwóch punktów widzenia. Po ciemnej
stronie mocy istnieje tylko jeden punkt widzenia, któremu
wszyscy muszą się podporządkować. Nie ma miejsca na
różnorodność.
Prześladowca może przejść na „ciemną stronę mocy”
świadomie. W baśniach to zraniony bohater, który po
to, by wyrównać rachunki krzywd, mszcząc się za siebie
lub innych, zdobywa dość mocy, by sięgnąć po władzę
nad całym światem.
Zdarza się też, że ktoś wpada w pułapkę „ciemnej strony”
przypadkiem. Nie wie, co robi. Działa w zgodzie z porządkiem,
w którym wyrósł lub w którym się znalazł, i robi to,
co do niego należy. Prześladowca jest wtedy ignorantem,
który nie wie, co robi, a jest mu z tym wygodnie, ponieważ
nikt nie zmusza go do zmiany. To do niego odnosi się
biblijne „Wybaczcie im, bo nie wiedzą, co czynią”.
Działa w zgodzie z porządkiem, który daje mu władzę
i nie zawiera pomysłu na to, by uwzględniać
doświadczenie drugiej strony. Może nawet nie wiedzieć,
że tę władzę posiada. Jak twierdzi Mindell: „Posiadanie
rangi sprawia, że stajemy się nieświadomi (Mindell,
2003, s.360).
Judith Herman pisze, iż cechą prześladowcy, wywołującą
największy niepokój i zamieszanie, jest jego „pozorna
normalność”. „Wielu ludziom trudno jest pogodzić się
z taką koncepcją. O ileż byłoby wygodniej, gdyby jego
zboczenia i zaburzenia od razu rzuciły się w oczy.
Ale tak nie jest. (...) Autorytatywni i skryci, prześladowcy
czasem miewają manię wielkości a nawet paranoję – przy
tym wszystkim świetnie zdają sobie jednak sprawę z
mechanizmów funkcjonowania władzy i norm społecznych.
Rzadko popadają w konflikt z prawem; wyszukują raczej
sytuacje, w których ich tyrania jest tolerowana lub
podziwiana. Potrafią się idealnie kamuflować i niewielu
ludzi uwierzy, że osoby żyjące tak przyzwoicie mogłyby
być zdolne do jakichś zbrodniczych czynów” (Herman,
1998, s.86).
Zgodnie z koncepcją Herman, podstawowym celem prześladowcy
jest zniewolenie ofiary i przejęcie kontroli nad jej
życiem. Jednocześnie dąży do on tego, by uzyskać jej
aprobatę, podziw i miłość: „Wszystko wskazuje na to,
że ostatecznym celem kata jest stworzenie ‘ofiary z
własnej woli'.” (op. cit., s.86)
Ostatecznym aktem zniewolenia jest więc upewnienie
oprawcy, że ofiara jest ofiarą dobrowolną.
Podstawowe metody, którymi posługują się prześladowcy,
okazują się podobne niezależnie od tego, kto jest ofiarą.
Polegają one, jak pisze Herman, na „powtarzającym się
wywoływaniu urazu psychicznego”. Ich celem jest „wywołanie
przerażenia i bezradności oraz zniszczenie jej poczucia
własnego ‘ja' w relacjach z innymi ludźmi” (op. cit.,
s.88). Prześladowca może narzucać szczegółowe reguły
dotyczące pewnych aspektów lub całości życia ofiary,
a nawet obdarzać ją swymi względami (co ofiara odbiera
z wdzięcznością), aby jeszcze pewniej i gwałtowniej
przejmować kontrolę nad jej życiem. Stara się przy
tym na tyle odizolować ją od innych, by mieć władzę
definiowania jej wewnętrznej rzeczywistości.
Zakończymy ten fragment ostrzeżeniem Campbella: „Darth
Vader nie rozwinął własnego człowieczeństwa. Jest biurokratą,
kimś żyjącym w zgodzie nie ze sobą, lecz z narzuconym
mu systemem. Jest to śmiertelne zagrożenie, stojące
dziś przed nami wszystkimi. Czy system spłaszczy cię
zupełnie i odbierze twoje człowieczeństwo, czy też
potrafisz wykorzystać go dla osiągnięcia ludzkich celów?”
(Campbell i Moyers, 1994, s.228).
Bohater
„Bohater to człowiek, który dał swoje życie za coś
większego od siebie” (Campbell i Moyers, op. cit.,
s.196).
Przeogromna ilość mitów i baśni opisuje wędrówki i
czyny bohaterów. Bohater zwykle wyrusza na wyprawę.
Porzuca pewien znany świat (czasem dlatego, że chce,
czasem dlatego, że musi) i podąża w nieznane. Wędruje
głęboko w podziemne otchłanie, wysoko na szczyty lub
daleko w odległe krainy. Poszukuje czegoś, czego w
jego świecie brakuje. Po drodze mierzy się z rozmaitymi
trudnościami, które pozwalają mu rozpoznać jego własną
moc po to, by mógł jej użyć dla kogoś lub czegoś innego,
niż jego własne Ja.
Campbell twierdzi, że „sednem problemu jest zatrata
samego siebie, oddanie siebie samego jakiemuś wyższemu
celowi (...) Przestając myśleć przede wszystkim o samym
sobie i o własnym przetrwaniu, dokonujesz rzeczywiście
heroicznej przemiany świadomości.” (op. cit., s.199).
Bohater może uratować ofiarę, pokonując prześladowcę.
Może przy tym zostać wywyższony lub zginąć: heroizm
zakłada ryzyko śmierci.
Różnica między bohaterem a prześladowcą jest taka,
że podczas gdy bohater poświęca siebie, prześladowca
poświęca innego. Prawdziwy bohater zawsze ma w sobie
element bezinteresownej i dobrowolnej ofiary, w przypadku
prześladowcy ofiara jest na zewnątrz.
Bohater przeznaczonej dla młodzieży powieści Izabell
Allende (2004) w krytycznym momencie odnajduje w sobie
gotowość ofiarowania tego, co naprawdę cenne: „przypomniał
sobie słowa [szamana] Walimai o bezwzględnym prawie
natury; kiedy się chce coś dostać, trzeba też coś dać.
Przebiegł myślą swoje skromne mienie: kompas, scyzoryk
i flet. Bez kompasu i scyzoryka mógł się obyć, i tak
nie były zbyt przydatne, ale ze swego fletu – spadku
po sławnym dziadku, instrumentu magicznej władzy nie
mógł zrezygnować. Bez niego byłby zgubiony. Położył
kompas i scyzoryk na ziemi i czekał. Nic. Ze skały
nie spłynęła ani kropla.
Wtedy zrozumiał, że to żywa woda jest dla niego największym
skarbem na świecie, czymś jedynym, co może uratować
życie jego mamy. W zamian za to musi oddać coś, co
ma najcenniejszego. Położył flet na ziemi, podczas
gdy w jaskini rozbrzmiewały jeszcze jego ostatnie nuty.
Natychmiast zaczęła płynąć cieniutka strużka wody.”
Bohater nie żebrze o wdzięczność ani nie próbuje nikogo
przekupić. Ofiarowuje coś na mocy swej decyzji i z
miejsca siły, a nie słabości.
Własna słabość jest jego przeciwnikiem. I tu pojawia
się problem. Bohater, działający w dobrej wierze, broniąc
wartości, które uznaje za słuszne, może przekroczyć
subtelną granicę między pokonywaniem własnej słabości
a polowaniem na słabość innych, między mierzeniem się
z bólem a odcinaniem się od bólu. Mity zachodniej cywilizacji
nie są tu jednoznaczne. Glen A. Mazis (1993) ukazuje,
jak mit bohatera – Herkulesa kieruje przeżyciami wokół
bólu i zranienia. Herkulesowy bohater nie zatrzymuje
się przy doświadczeniu bólu. W pierwszym swym zadaniu
dusi węże, symbol Ziemi i odwiecznych cykli, a nie
zaprzyjaźnia się z nimi. Kolejne jego zadania odcinają
go do własnej żeńskiej czy kobiecej strony. Herkules
odcina głowy Hydrze, czyści stajnię Augiasza nie brukając
sobie rąk tym co zbyt ziemskie, lecz zmieniając bieg
rzeki, odrzuca dar miłości i bierze, to co chce, siłą.
Mit o Herkulesie przedstawia pozytywne cechy bohatera
– odwagę, waleczność, nieugiętość, zdecydowanie, lecz
jednocześnie, zdaniem Mazisa, zbudowany jest na odcięciu
się od ziemskiej, żeńskiej, czującej części doświadczenia.
Heroiczny mit wplątuje się w sytuację prześladowania
na różne sposoby. Bohater, który nie ma wartego siebie
przeciwnika, szuka możliwości zmierzenia się i wykazania
swą mocą gdziekolwiek, choćby wobec słabszego. Mit
się wypacza, pozostaje tylko element siły i patos.
Wczoraj w korku ulicznym stała przede mną furgonetka
z młodymi żołnierzami ze służby zasadniczej, wracającymi
do rezerwy. Siedzieli dużą grupą w otwartym samochodzie
i bardzo głośno śpiewali. Melodia, rytm i barwa głosów
przypominały marszową pieśń, zagrzewającą do boju,
a na twarzach malował się wyraz niewzruszonej potęgi
i siły. W tym momencie powoli zaczęły docierać do mnie
słowa ich heroicznej pieśni. Nie przytoczę ich tutaj,
nie tylko dlatego, że nie zapamiętałam dokładnie, ale
dlatego, że z trudem mogłam wyłuskać treść spośród
wulgaryzmów i przekleństw. Treść, w skrócie, dotyczyła
tego, że oto rezerwiści wracają po odbyciu służby,
a na dworcu czekają na nich dziewczyny z malutkimi
dziećmi na ręku. A nasi dzielni wojacy demonstrują
swą siłę obrzucając je stekiem wyzwisk, trzaskają drzwiami
pociągu i odjeżdżają w przeciwnym kierunku z poczuciem,
że odcinając się od tego, co zastali, bohatersko wygrali
wielką bitwę. Fascynującym elementem tej całej historii
był dla mnie heroizm, który próbował przedrzeć się
wszelkimi dostępnymi środkami wyrazu. Niedojrzały chłopiec,
który wykorzystuje młodziutką dziewczynę, i ma siłę,
by ją porzucić bez cienia odpowiedzialności, urasta
do rangi bohatera (oczywiście, można by zająć się też
drugą stroną i tym, w jaki sposób nieświadoma i naiwna
dziewczyna staja się ofiarą i jak dalej w tej pozycji
trwa, ale to byłby temat innego fragmentu tej historii).
Można spojrzeć na to krytycznie z moralnego punktu
widzenia. Można też zobaczyć głęboką potrzebę heroicznych
czynów, która, nie znalazłszy dla siebie miejsca, przyjmuje
tak żałosną formę.
Wybawca
Archetyp wybawcy najpełniej w naszej kulturze wyraża
postać Chrystusa. W buddyzmie reprezentuje go postać
Boddhistawy, który po osiągnięciu oświecenia wraca
w koło wcielenia czyli samsary, by zadbać o innych.
Wybawcą w najgłębszym sensie staje się ten, kto dobrowolnie
przyjmuje na siebie cierpienie lub śmierć po to, by
innych od tego cierpienia uchronić. W odróżnieniu od
„Boga”, wybawca, ten który staje się człowiekiem, jest
podatny na zranienie. Możliwość odrzucenia, wykluczenia,
a w konsekwencji śmierci przyjmuje jako świadomy wybór.
Może zginąć, ale nie przestaje czuć, nie przestaje
pamiętać, że jest zależny od innych, a tym samym wystawiony
na ich dobrą lub złą wolę. I swoją postawą lub działaniem
chce innym przypomnieć o wzajemnej współzależności,
a tym samym wybawić od „śmierci” czyli absolutnej izolacji.
Rola wybawcy, podobnie jak opisywane wcześniej, nie
jest już tak jednoznaczna. Wybawca często jest uformowany
z nadziei ofiary, która nie ma siły lub nie ma dostępu
do siły, która pozwoliłaby jej się obronić. Czasem
rzecz rozgrywa się w rzeczywistości uzgodnionej .
Pojawia się ktoś, kto staje w obronie maltretowanego
dziecka, szykanowanej mniejszości, słabszych członków
społeczeństwa. Wkracza do akcji, zabiera ofiarę do
lepszego świata lub zmusza system do zmiany.
Wybawca mieszka również w krainie snów. Czasem pozostaje
w sferze projektowanych na innych marzeń i nadziei,
i wtedy, jak w „trójkącie dramatycznym” w analizie
transakcyjnej, staje się elementem powtarzającej się
gry.
Jedna z moich klientek opowiadała następujące zdarzenie:
„Byłam na przyjęciu z moim mężem. Ostatnio trochę
nam się nie układa, ale nie jakoś dramatycznie. Tyle
tylko, że we mnie to od razu budzi jakąś podstawową
niepewność.
Na tym przyjęciu pojawił się pewien mój znajomy, z
którym kilka lat wcześniej o mało nie wdałam się w
romans. Wiedziałam że mu się podobam, i cieszyłam się
że przyszedł.
Na początku było miło, czułam jego bliskość, ale potem
pojawiła się jakaś panienka, którą się zainteresował.
Zauważyłam, że robię się coraz bardziej napięta, i
w końcu skłoniłam mojego męża, żebyśmy wyszli z przyjęcia
wcześniej.
Obudziłam się w środku nocy krzycząc z przerażenia.
Wstałam i zaczęłam powoli zbierać myśli. Czułam się
przeraźliwie samotna, tak jakbym była opuszczona przez
wszystkich i na zawsze, niezdolna do przeżycia. Jakimś
kawałkiem przytomnej świadomości udało mi się spojrzeć
z boku na to co przeżywam. Dotarło do mnie, że to moje
dziecięce lęki związane z odrzuceniem, i że wciąż liczę
na to, że pojawi się Wielki Wybawca i zostanie ze mną
na zawsze. Mam normalną rodzinę, ale to za mało. Wystarczy
odrobina niepewności i już szukam następnego wybawcy,
a kiedy on nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań,
wpadam w panikę!”
Wybawca jest też motywem powtarzającym się często
w pracy z wcześniejszymi nadużyciami. Reprezentuje
tę siłę, której w sytuacji nadużycia zabrakło, i bywa
niezwykle pomocny w znajdowaniu lepszego rozwiązania.
Jest supermanem, ciocią Basią, dobrą wróżką lub wielką
wiedźmą i potrafi poradzić sobie z sytuacją, w której
ofiara nadużycia była bezsilna.
„W każdym z nas mieszka malutki Darth Vader...”
czyli kilka słów podsumowania
W czasie wielu kolejnych sesji terapeutycznych pewna
kobieta zajmowała się swoimi przeżyciami związanymi
ze zdradą. Przez kilka lat była w bardzo szczęśliwym
związku. Jedynym poważnym problemem było to, że matka
jej narzeczonego była bardzo niechętna ich związkowi.
W pewnym momencie jednak jej narzeczony zdecydował
się na to, by zrobić radykalny krok i wziąć ślub. Nagle,
już po podjęciu tej wspólnej decyzji, narzeczony zostawił
ją i związał się z inną kobietą.
„To niemożliwe, nadal nie mogę uwierzyć
w to, co się stało... Nawet jeśli próbuję to sobie
wytłumaczyć strachem przed matką i przed zobowiązaniem,
wciąż wracam do tego, że to niemożliwe...
Mówiąc to oddychała ciężko.
Coś się dzieje z twoim oddechem...
Chrypi, jest ciężki i głośny...
Oddychaj w ten sposób – hrrr, hrr...
– to wydech jest głośny i ciężki
Darth Vader!
Darth Vader?
Tak oddychał Darth Vader. Jesteśmy na
ciemnej stronie mocy. Czuję to w sobie. Czuję taki
kawałek, który jest po stronie Imperium. W tym miejscu
nic mnie nie obchodzi, tylko moc. Przed chwilą byłam
bezradna i słaba, ale tu jest zupełnie inaczej. Z tej
perspektywy to co jest po drugiej stronie, to tylko
naiwne sny i wystawianie się na ból... Nie chcę być
po „ciemnej stronie mocy”, ale jednocześnie po raz
pierwszy od wielu miesięcy poczułam ulgę. Jakby coś
do mnie dotarło. Że w każdym z nas mieszka taki malutki
Darth Vader, i nigdy nie wiadomo, czy przypadkiem nie
przejmie kontroli nad całością. To jest część ludzkiej
kondycji, taka możliwość jest nam dana. Wybierasz moc
żeby nie czuć bólu i strachu, nawet jeśli ta moc rani
innych. Z tego miejsca możesz zdradzić, wydać Jezusa,
bo przed chwilą zdałaś sobie sprawę, że czegoś nie
udźwigniesz, ale nie chcesz wiedzieć, że nie udźwigniesz,
więc biegniesz służyć Imperatorowi. I już nie ma słabości,
już jej nie czujesz, jest tylko moc.
Chyba po raz pierwszy jestem w stanie go zrozumieć.
Mojego narzeczonego. Bo dotarło do mnie, że ja też
mam w sobie taką część, która mogłaby zdradzić.”
W każdym z nas „mieszka” potencjalnie zarówno Darth
Vader, jak i bezbronna ofiara, terrorysta i bohater,
mściciel i wybawca.
Każda z tych ról prezentuje pewną cząstkę ludzkiego
losu, formę, w którą nasze doświadczenie w polu zranień
może się ubrać. Bohater, ofiara czy terrorysta, tak
w wewnętrznym świecie, jak i w rzeczywistości uzgodnionej ,
trzyma się swego punktu widzenia i swego scenariusza.
Bezstronny obserwator może zauważyć, że w polu pojawiają
się sygnały niepasujące do danej roli, podczas gdy
osoba nadal pozostaje uwięziona w jej wnętrzu. Podążanie
za sygnałami pozwala zmienić dotychczasową pozycję,
albo znaleźć w swoim wnętrzu różne postaci i spojrzeć
na nie ze współczuciem.
Z punktu widzenia Wielkiego TY wszystkie
te postaci są naszymi gośćmi. Mogą pojawić się w polu
naszej uwagi po to, by pomóc nam zrozumieć fragment
naszego doświadczenia. Ale mogą też przejąć kontrolę,
i rozgrywać dalej swoją grę w zewnętrznym świecie.
* Saga
w reż. Georga Lucasa obejmująca sześć filmów: „Gwiezdne
wojny” (1977), „Imperium kontratakuje” (1980), „Powrót
Jedi” (1983), „Mroczne widmo” (1999), „Atak klonów”
(2002), „ Zemsta sithów” (2005).
strona
1 | strona 2 |