TOMASZ TEODORCZYK
POSŁOWIE DO KSIĄŻKI A.MINDELLA "ŚNIENIE NA JAWIE"
"Śnienie na jawie" jest pierwszą ukazującą
się na polskim rynku książką Arnolda Mindella, która
przedstawia nową wersję psychologii zorientowanej na
proces, stworzonej przez tego autora. Do tej pory Czytelnicy
mieli okazję zapoznać się z kilkunastoma książkami
Mindella, światowej sławy psychologa i psychoterapeuty.
Każda z nich dotyczyła nieco innych aspektów pracy
z jednostkami, grupami czy społecznościami, jednak
od kilku lat praca z procesem zaczęła ewoluować w stronę,
która została opisana między innymi w tej właśnie książce.
Ponieważ jest to koncepcja, która może wzbudzać kontrowersje
i nieporozumienia zdecydowałem, że kilka słów przedstawiających
tło i kontekst tej idei, nie będzie tu od rzeczy.
Psychologia zorientowana na proces, zwana też pracą
z procesem, powstała w latach siedemdziesiątych XX
wieku jako rozszerzenie pomysłów C.G.Junga. Taoizm,
odkrycia współczesnej fizyki, szamanizm w wersji C.Castanedy oraz elementy
starodawnych tradycji duchowych uzupełniały od początku idee zachodniej psychologii
tworząc niezwykle interesującą, bardzo skuteczną w działaniu i nieustannie
rozwijającą się koncepcję. Stosowana początkowo do psychoterapeutycznej pracy
z jednostkami i rodzinami szybko rozwinęła się obejmując pracę z dużymi grupami
oraz sięgając w stronę zagadnień społecznych /liderowanie, ranga i przywileje,
psychologia mniejszości, teoria konfliktów społecznych, rozwój organizacyjny
itp./. Od początku swojego istnienia praca z procesem "flirtowała" też ze sprawami
na pograniczu psychologii i duchowości, ocierając się o zagadnienia śmierci,
pracy z odmiennymi stanami świadomości czy doświadczeniami, które trudno wytłumaczyć
w kategoriach klasycznej psychologii. Z pewnego punktu widzenia ten rodzaj
zainteresowań wydaje się bardzo oczywisty - wszak zajmując się człowiekiem
i jego sprawami każdy psychoterapeuta musi zetknąć się z kwestiami dotyczącymi
spraw ostatecznych czy też doświadczeń związanych z duchowością, bez względu
na to jak rozumiemy to słowo.
Jednak w tym miejscu prawie zawsze pojawiał się pewien
kłopot. Psychologia wprawdzie przez wieki była częścią
filozofii, jednak oddzielając się od niej i stając
się nauką w zachodnim tego słowa znaczeniu odseparowała
się również od spraw związanych z duchowością. Przez
całe dziesiątki lat panowało mniej lub bardziej jasno
wyrażane przekonanie, że psychologia zajmuje się człowiekiem
od strony umysłu, psychiki czy zachowania, pozostawiając kwestie związane
z duszą / jakkolwiek to słowo pojmujemy / filozofom i duchownym. Taka
postawa spowodowała szereg istotnych konsekwencji.
Po pierwsze jest to nader funkcjonalne podejście. Kiedy
nasz klient zaczyna dotykać spraw związanych z duchowością
nie musimy się, jako psychoterapeuci, specjalnie męczyć tylko mówimy wprost: "to
nie ten adres". Czyni to natomiast spore zamieszanie u klienta, ponieważ doświadcza
on pewnego rodzaju "dwuwładzy" wewnątrz siebie, poza tym udając się, po wizycie
u terapeuty, do duchownego, może usłyszeć całkiem sprzeczne zalecenia. W pewien
sposób światy psychologów i duchownych przestały się wzajemnie lubić, zaczęły
się wzajemnie negować bądź trywializować kontrolując swoje granice i pilnując
by druga strona ich nie przekraczała. Konsekwencje tego ponosił jednak klient
rozdarty między stronami. Psychologia stawała się coraz bardziej "naukowa",
odkrywając neurofizjologiczne podstawy "duchowych" doświadczeń, zaś duchowość
próbowała się do tego dopasować, negowała te odkrycia bądź okopywała się w
sferze etyki czy wartości, broniąc psychologii dostępu do tego obszaru.
Oczywiście były podejmowane też inne, mniej lub bardziej
udane próby łączenia psychologii i duchowości. Różne
koncepcje wywodzące się z New Age'u pokazują, jak wielka
jest ludzka pomysłowość w tej sferze. Z drugiej strony
pojawiło się kilku wybitnych psychologów / np. K.Wilber
/, głównie związanych z psychologią transpersonalną,
którzy tworzyli własne koncepcje "psychologii integralnych".
Tym niemniej jednak podział ten cały czas istnieje,
co może wskazywać z jednej strony, iż ta polaryzacja
jest niezbywalnym elementem conditio humana, albo też
zdaje się unaoczniać fakt, jak bardzo struktura naszej
percepcji na dobre i na złe oddaliła się od sposobu percepcji rzeczywistości
przez dziecko czy też przez ludy pierwotne. Nawet jeżeli przyjmiemy,
że oba rozwiązania są prawdziwe, to tym bardziej dyskusja na ten
temat wydaje się prowadzić donikąd.
Z tego też względu sposób myślenia pracy z procesem
w tej sferze wydaje się wnosić interesujący, choć oczywiście
nienowy punkt widzenia. Mindell proponuje istnienie
różnych poziomów rzeczywistości i w związku z tym różne
sposoby doświadczania ich przez jednostkę. Istnieje
poziom uzgodnionej rzeczywistości - obszar, w którym
najczęściej przebywamy, obowiązują tam "normalne", zdroworozsądkowe
reguły i zasady, które powodują, że nasz świat jest przewidywalny i do możliwy
do objęcia. Jeżeli idę spać wieczorem, to moje doświadczenia z tego poziomu
pozwalają mi mniej więcej przewidzieć, co zobaczę następnego ranka.
Poniżej tego poziomu znajduje się Kraina Snów, gdzie
reguły i zasady są już inne. Rzeczywistość jest tam
bardziej "senna", byty mniej od siebie oddzielone,
czas nieco mniej linearny a przestrzeń niekoniecznie trójwymiarowa. Jeszcze
głębiej odnajdujemy poziom esencji i tendencji, poziom poczuć, zwany też za
Aborygenami Czasem Śnienia lub za taoistami tao, które nie może być nazwane.
Mamy tam do czynienia ze zdecydowanie nieuzgodnioną rzeczywistością, doznania
na tym poziomie są subtelne, ulotne i nie podlegają werbalizacji. Doświadczenie
tego poziomu przenosi nas poza świat dualności w odwieczny, duchowy aspekt
nas samych, z którym wchodzimy w kontakt niezwykle rzadko np. podczas głębokiej
medytacji, w stanach ekstatycznych lub bliskich śmierci. To świat jedności,
impulsów do ruchu zanim jeszcze ruch zaistnieje, świat bytów przed ich powstaniem
w Krainie Snów i potem w uzgodnionej rzeczywistości. To "unus mundus" alchemików,
świat istniejący w umyśle Boga przed jego realizacją lub świat funkcji fali
kwantowej we współczesnej fizyce.
Użyteczną metaforą tych różnych poziomów rzeczywistości
jest teoria światów równoległych. Koncepcja ta zakłada,
w dużym uproszczeniu, że istnieje wielość światów rozgrywających
się równocześnie, my jednak mamy tendencję do przebywania
w jednym z nich i marginalizowania istnienia innych.
To podejście, jak już powiedziałem, nie jest nowe,
natomiast przeniesione na grunt psychologii ma ogromne
znaczenie. Przede wszystkim oznacza, że można się w ten sposób
zajmować całością ludzkiego doświadczenia tak, jak ono przychodzi
z różnych poziomów rzeczywistości, nawet jeżeli głównie przebywamy
na jednym z nich. Praca z procesem wypracowała metody psychologicznej
pracy z doznaniami z każdej z tych sfer opierając się na specyficznych
dla każdego poziomu sygnałach.
Ale jest jeszcze jedna, może najważniejsza konsekwencja
uznania tych różnych poziomów doświadczenia w psychologii.
A.Einstein powiedział kiedyś, że nie można rozwiązać
danego problemu przy pomocy świadomości, która ten
problem stworzyła. Oznacza to w odniesieniu do interesującego
nas tematu, że jeżeli nie możemy rozwiązać jakiegoś
problemu na poziomie uzgodnionej rzeczywistości, to
należałoby zejść do poziomu Krainy Snów i przy użyciu
tamtej świadomości spróbować podejść do sprawy. I dalej
- jeżeli i to nie działa, to jest jeszcze sfera Czasu
Śnienia, poziom esencji i tendencji ze swoją świadomością,
która może być pomocna. Oznacza to również konieczność
rozwijania różnych rodzajów świadomości, od zwykłej
do przejrzystej, gdyż każda z nich jest potrzebna do
różnych naszych doświadczeń.
W ten sposób funkcjonujący dylemat: psychologiczne
albo duchowe zostaje nareszcie zamieniony na koniunkcję
tych podejść, a ściślej rzecz biorąc, na wskazanie
takiego poziomu ludzkich doświadczeń, gdzie te kategorie
przestają funkcjonować. Koncepcja pracy z procesem
pokazuje też, jak doznania czy "fakty" na poziomie
uzgodnionej rzeczywistości mają swoje korzenie w Krainie Snów, a ich jeszcze
głębsze źródło znajduje się na poziomie Czasu Śnienia.
Z psychoterapeutycznego punktu widzenia ważne jest
też stwierdzenie Mindella, że prawdziwe oświecenie
czy też pełnia rozwoju nie jest związana z przebywaniem
tylko na najgłębszym poziomie śnienia ale na równoległym
korzystaniu z każdej sfery rzeczywistości i swoich
doświadczeń.
Psychologia zatoczyła spiralny krąg i powraca do
miejsca, z którego wyszła, jakże jednak bogatsza i
mądrzejsza o całą przebytą drogę. W tym sensie Mindell
ma rację mówiąc, że jest to koniec tradycyjnie pojmowanej
psychologii. Jest to równocześnie ogromne wyzwanie
dla wszystkich psychoterapeutów: umieć sprostać nowej
wersji pracy z jednostką na wszystkich poziomach jej
doświadczenia, uwzględniając jej pełnię i totalność.
Lubię myśleć o człowieku jak o wielopokojowym domu.
Wraz ze swoim rozwojem człowiek uczy się poznawać
coraz to nowe pomieszczenia, których istnienie jedynie
przeczuwał, lub o których w ogóle nie miał zielonego
pojęcia. Uczy się jak się ich nie obawiać, choć był
nimi wielokrotnie straszony, próbuje je oswajać, choć
często mówiono mu, że są nie dla niego, odkrywa też,
jak z każdego z nich korzystać w sposób właściwy dla
swojej indywidualności. Czasem mam wrażenie, że być
może końcem tej drogi jest chwila, w której - jak w
amfiladzie luster - zobaczy on w każdym z nich samego
siebie. |