Tomasz Teodorczyk
Posłowie do II wydania książki
A. Mindella „O pracy ze śniacym ciałem”
Minęło już dwanaście lat od pierwszego wydania tej
książki po polsku i biorę ją dzisiaj do ręki z ogromną
nostalgią. Po pierwsze zapewne dlatego, że przypomina
mi ona tamte lata, gdy rozpoczynaliśmy uczenie się
pracy z procesem w małej grupie ludzi związanej z Ośrodkiem
Higieny Psychicznej na Dzielnej 7. Niedługo potem powstało
Polskie Towarzystwo Psychologii Zorientowanej na Proces,
rozwinęliśmy system szkoleń i przeszliśmy długą drogę
prowadzącą od grupy znajomych działających poza strukturami
do dużej organizacji. Dzisiaj praca z procesem w Polsce
jest już znanym kierunkiem psychoterapeutycznym, wydaliśmy
kilkanaście książek, napisaliśmy wiele artykułów, powstały
prace magisterskie na ten temat, wreszcie wyszkoliliśmy
znaczną liczbę osób w tej metodzie. Ale moja nostalgia
bierze się również z czego innego. „O pracy ze śniącym
ciałem” była drugą z kolei książką Mindella i przez
następne lata stanowiła pewnego rodzaju „mapę” rozwoju
pracy z procesem – właściwie każdy jej rozdział rozwinął
się w następną książkę i wyznaczał obszar kolejnych
odkryć. Z tego też względu, a także dzięki nowym ideom,
których jeszcze w tej książce nie ma, praca z procesem
jest w tej chwili trochę czymś innym niż w momencie
wydania tej pozycji. Chciałbym, żeby to posłowie przybliżyło
Czytelnikom, czym jest praca z procesem A.D. 2003.
J. Huxley powiedział kiedyś ,że wielkie idee rozpoczynają
swoją drogę jako herezje, a kończą jako przesądy. Nie
wnikając w to, czy praca z procesem jest wielką ideą,
niewątpliwie na początku była w pewnym sensie psychologiczną
herezją. Hasła opisujące teoretyczne podejście typu:„wszystko,
co się człowiekowi przydarza jest dobre i właściwe,
trzeba tylko umieć dostrzec właściwy kontekst”, „psychoterapeuta
nie ma pomysłu, w którą stronę ma zajść zmiana w człowieku”,
„podążamy za tym, co nam się przydarza w sposób niezamierzony”,
„świat ma dokładnie takie problemy, jakie powinien
mieć”, a także praktyczne zalecenia w rodzaju: „należy
wzmacniać symptom fizyczny” czy też „jeżeli ktoś Ci
coś zarzuca, zrób to jeszcze bardziej” – wszystko to
i wiele innych stwierdzeń nawet dzisiaj może budzić
sprzeciw albo stawia znaki zapytania u wielu psychologów
związanych z głównym nurtem.
A jednocześnie przez wszystkie te lata wielokrotnie
słyszałem od różnych psychologów i psychoterapeutów,
którym przedstawiałem pracę z procesem: „Przecież to
oczywiste, robię to od lat”.
A. Mindell w jednej ze swoich książek pisze, że będąc
psychologiem Jungowskim stanął w pewnym momencie swojego
rozwoju przed dramatycznym wyborem, nie mogąc dłużej
dopasowywać wyników swojej pracy do formuły myślenia
analitycznego. „Czułem się tak, jak gdybym żeglował
po morzu w dziurawej łódce. Próbowałem ją łatać tak
długo, aż /.../ zdałem sobie sprawę, że czas i energię,
którą wkładam aby naprawić starą łódkę, można byłoby
poświęcić budowie nowej.” Takie były początki pracy
z procesem.
Psychologia zorientowana na proces, która początkowo
skupiała się tylko na rozwoju jednostki, jest w tej
chwili teorią psychologiczną o ogromnym zakresie zastosowań,
jest tortem o wielu warstwach i smakach. I to nie tylko
dlatego, że zajmuje się bardzo szerokim spectrum ludzkich
doświadczeń. W zasadzie pracujemy psychologicznie z
każdym ludzkim doświadczeniem bez względu na to, czy
jest ono określane jako psychotyczne, patologiczne,
śmiertelne czy jakiekolwiek inne. Zajmujemy się nie
tylko jednostkami w praktycznie każdym stanie fizycznym
i psychicznym, ale również związkami, rodzinami, małymi
grupami i problemami globalnymi, sprawami całych społeczności,
narodów i procesami światowymi.
Zapewne powstaje w tym momencie pytanie, czy praca
z procesem nie jest kolejną koncepcją typu „ogólna
teoria wszystkiego”. W pewnym sensie rzeczywiście tak
jest – Mindell pisze, ze praca z procesem jest metateorią,
nie jest psychologią, lecz nauką naturalną, tak jak
taoizm, z którego wyrosła. Myślę, że praca z procesem
jest przede wszystkim teorią filozoficzną, sposobem
patrzenia na świat, ludzi i zdarzenia – reszta jest
już tylko tego naturalną konsekwencją. Einstein powiedział
kiedyś: „Chcę poznać myśli Boga – cała reszta to drobiazg”.
Określenie, czym jest w tej chwili praca z procesem
w porównaniu do początków przedstawionych w tej książce
jest czymś łatwym i trudnym jednocześnie. Łatwym dlatego,
że zasadnicza struktura i sposób myślenia jest taki
sam, w tym sensie powiedzielibyśmy, że zwiększył się
jedynie zakres zastosowań, że w chwili obecnej rozwinięte
zostały sposoby pracy z kolejnymi, coraz trudniejszymi
obszarami ludzkiego doświadczenia lub grupami, którymi
„klasyczna” psychologia niechętnie się zajmuje. Dotyczy
to różnych odmiennych i ekstremalnych stanów świadomości
typu psychozy, uzależnienia czy stany śpiączki, metod
pracy z ruchem, pracy z dziećmi, zastosowania pracy
z procesem do sfery twórczości oraz do problemów globalnych.
Trudności polegają na tym, że każdy z „nowo” rozwiniętych
obszarów pracy z procesem i „nowych” jej aplikacji
dodała i wniosła, ale również zmieniła coś w sposobie
jej widzenia i funkcjonowania. I tak na przykład praca
z osobami w śpiączce wniosła świadomość minimalnych
sygnałów i możliwości, jakie one stwarzają do lepszej
komunikacji i pełniejszego zrozumienia procesów dziejących
się w człowieku. Prace Amy Mindell, żony Arniego, nad
zagadnieniem metaumiejętności otworzyły z kolei nową
perspektywę na to, czym w ogóle jest psychoterapia
i od czego zależy jej skuteczność / jakkolwiek ją się
pojmuje/. Odkrycie zjawiska zaśnienia i dalsze prace
w tym obszarze /np. Joe Goodbread'a/ pozwalają nieco
inaczej spojrzeć na ludzkie zachowania w relacjach
i wyjaśniają dlaczego niekiedy zachowujemy się w sposób
dla siebie i innych zupełnie niezrozumiały. Zastosowanie
pracy z procesem do twórczości i sztuki /prace Lane'a
Arye/ pokazało jak niezamierzone i „niepożądane” zjawiska
mogą otworzyć zupełnie nieoczekiwane sfery ludzkiej
kreatywności. Z kolei prace Sonji Straub o krytyku
wewnętrznym wniosły wiele ważnych informacji dotyczących
wątków, z którymi większość terapeutów ma ogromne kłopoty
w swej pracy z klientami. Właściwie każda praca dyplomowa
z pracy z procesem, a jest ich już około setki na świecie,
twórczo rozwija jakiś fragment tego podejścia.
Zajęcie się bardzo trudnym wątkiem nadużyć, zarówno
od strony ofiary, jak i sprawcy, stało się jedną z
najważniejszych kwestii, która rozjaśniła wiele nieporozumień
wokół różnych trudności relacyjnych, w tym relacji
terapeuta – klient.
Praca ze światem /worldwork/ to z kolei jeden z najsilniej
rozwijających się obszarów pracy z procesem. Klasyczna
psychoterapia zasadniczo niechętnie odnosi się do wchodzenia
w kwestie społeczne i w problemy globalne. Zdominowana
przez Europejczyków i Amerykanów, zainteresowanych
przede wszystkim życiem wewnętrznym jednostki, rozwijała
głównie ten punkt widzenia, zostawiając, częściej na
złe niż na dobre, sprawy świata socjologom, politykom
i działaczom społecznym.
Praca ze światem jest naturalnym rozszerzeniem i zastosowaniem
metod pracy z procesem do psychologicznej pracy z dużymi
grupami, wszelkiego typu konfliktami społecznymi, problemami
miast i różnych społeczności.
Zasadnicza koncepcja pracy ze światem, która stara
się spostrzegać go tak samo jak jednostkę – podzieloną
i niespójną – ale rozwijającą się poprzez obecność
i ścieranie się przeciwieństw, nawiązuje do starodawnych
pomysłów o jedności świata, teorii anthropos spostrzegających
świat jako ciało boskiej istoty lub jako powstały z
jej członków. Nowoczesną wersję tych koncepcji przedstawił
James Lovelock w swej hipotezie Gai. Teoretyczne podstawy
pracy ze światem odnajdziemy również w niektórych koncepcjach
współczesnej fizyki, szczególnie w teorii pola, a także
w pracach Ruperta Sheldrake'a /pole morfogenetyczne,
ruch całościowy/ czy Davida Bohma /ukryty porządek/.
Praca z procesem, dla której świat jest kanałem informacyjnym
dla jednostki, i która jednocześnie traktuje jednostkę
jako miejsce, gdzie również toczą się problemy światowe,
nie stawia ostrej granicy między jednostką, grupą i
otoczeniem. Z tego też względu, akcentując przenikalność
zjawisk i ich odwzorowywanie w różnych sferach, staramy
się zajmować tymi samymi sprawami, tym samym procesem
śnienia, bez względu na to, gdzie on się przejawia.
Sprawia to, że bez względu na to, czy pracujemy z
jednostką, grupą czy społeczeństwem, pracujemy w pewien
sposób z tym samym. Zaowocowało to powstaniem unikalnej
metody pracy z grupą zwanej procesem grupowym. Traktowanie
grupy tak samo jak jednostki z jej różnymi aspektami,
sygnałami i progami daje niezwykłą szansę psychoterapeutycznej
pracy z rozmaitego rodzaju konfliktami w różnych grupach
społecznych, etnicznych czy zawodowych. Stąd też rozwinął
się również kierunek na pracę nad rozwojem organizacji.
Praca ze światem wprowadziła do pracy z procesem szereg
ważnych zagadnień, które rozszerzyły również sposób
rozumienia zjawisk zachodzących w jednostce i w związkach.
Problem rang i przywilejów, kwestia różnych mniejszości
i ich trudnych relacji z większością, terroryzm i sprawy
związane z przemocą, problemy rasizmu i innych –izmów,
zagadnienia przywództwa i starszyzny to tylko niektóre
wątki rozwinięte w tym obszarze.
Bardzo ważną zmianą i uzupełnieniem w pracy z procesem
jest koncepcja doświadczeń „sentient”, która powstała
w ostatnich latach i została wprowadzona do pracy z
klientami.
Obecnie w terapeutycznej pracy z procesem pracujemy
na trzech poziomach: uzgodnionej rzeczywistości, dualnych
polaryzacji oraz na poziomie sentient. Wprowadzenie
tego ostatniego jest próbą cofnięcia się/powrotu do
tych doświadczeń, które dotyczą jakkolwiek pojmowanej
rzeczywistości przed zaistnieniem podziałów na fizyczne
i psychiczne, duszę, umysł, materie itp. Świat można
łączyć lub rozdzielać – to nieustający Gombrowiczowski
dyskurs między Syntetykiem a Analitykiem. Jeżeli budzę
się rano i słysząc ptaki za oknem przez moment mam
wrażenie, że to grupa kobiet szepcze pod moim oknem,
to przez krótką chwilę nie jestem pewny, co jest realnością,
doświadczam jedności obu tych światów, choć zazwyczaj
są one od siebie ostro oddzielone. Oczywiście z innego
punktu widzenia moje doznanie może być nazwane początkiem
epizodu psychotycznego, jednak sądzę, że w tym względzie
rację ma Ken Wilber, który uważa, że czym innym jest
„psychotyczna” regresja do stanu pierwotnej jedności
a czym innym doznanie transcendujące polaryzacje /błąd
pre/transracjonalne/.
Koncepcja „sentient” nawiązuje do różnych tradycji
duchowych i filozoficznych, myślenia ludów pierwotnych
/Aborygeni, Toltekowie/ oraz współczesnej fizyki. Aborygeni
uważają, że świat śnienia poprzedza zaistnienie świata
realnego, sądzą, że to procesy świadomości tworzą rzeczywistość.
Dziedzina sentient to właśnie świat śnienia, znajduje
się tam, gdzie rzeczy istnieją zanim zostaną spostrzeżone.
W taoizmie mówi się, że w tao nie ma przeciwieństw,
rodzą się one dopiero w momencie, gdy mamy do czynienia
z manifestacjami tao. Podobnie koncepcja unus mundus
w alchemii odnosi się do pojęcia świata doskonałego
istniejącego w umyśle Boga przed jego realnym zaistnieniem,
świata bez przeciwieństw.
Konrad Lorenz pisał o tym, że myślenie kultury zachodniej
jest dysjunktywne, rozdzielające. Ale to dopiero w
XVI wieku rozdzielono duszę, umysł i materię. Współczesna
fizyka pokazuje nam, że na poziomie kwantowym nie funkcjonują
„normalne” pojęcia i zasady, nie ma tam też ostrych,
dookreślonych granic.
Praca z procesem na poziomie sentient jest pracą z
tymi ludzkimi doświadczeniami, które dotyczą świata
śnienia, rzeczywistości przed powstaniem podziałów
na twórcę i ofiarę bólu, twórcę snów i tego, kto te
sny doświadcza itp. Są to doświadczenia poza czasem
i przestrzenią, poza „normalnymi” kategoriami uzgodnionej
rzeczywistości. Zapewne są to podobne doznania do tych,
które miał Michał Anioł, kiedy patrząc na kamienny
blok potrafił zobaczyć w nim to, co ma być z niego
wyrzeźbione. Podobne doświadczenia mają ludy pierwotne,
są one związane z odczuciem jedności materii i formy.
W tym też miejscu mieszają się w pracy z procesem
granice oddzielające psychologię od tradycji duchowych,
jednak podstawowa zasada pracy z procesem – interesuje
nas tylko ludzkie doświadczenie w każdym jego przejawie
– daje temu „mieszaniu się” wyraźne ramy i podstawę.
W swej przedmowie do pierwszego wydania tej książki,
która była jego pierwszą książką wydaną w Polsce, Arny
napisał, że ma nadzieję, iż praca z procesem w każdym
kraju przejmie jego narodowy charakter. Zastanawiam
się na ile polska wersja pracy z procesem różni się
od tej w innych krajach i na czym ewentualnie może
polegać jej specyfika. Oczywiście wszelkie tego typu
uogólnienia mają ograniczony sens, gdyż to każdy terapeuta
i nauczyciel pracy z procesem tworzy jej własny, indywidualny
kształt. Sądzę też, że polska wersja pracy z procesem
dopiero zaczyna się tworzyć, jednak niewątpliwie zarówno
specyfika polskiego społeczeństwa jak i moment dziejowy,
w którym jesteśmy, ma na to ogromny wpływ. Myślę tu
o problemie rang i przywilejów, który, jak mi się wydaje,
odgrywa niezwykle ważną rolę w większości sytuacji
indywidualnych i grupowych w tym kraju. Mam też uczucie,
że duża wrażliwość na sprawy etyczne, tak w samej pracy
terapeutycznej, jak i w szerszym społecznym sensie,
będzie miała duże znaczenie. Być może też akcent na
pracę ze sprawami dotyczącymi wszelkich aspektów relacji
jest u nas nieco silniejszy. No i wreszcie wydaje mi
się, że polska wersja pracy z procesem jest nieco „lżejsza”,
jest w niej mniej powagi, a więcej wykorzystywania
elementów komizmu i humoru. Choć jednocześnie istnieje
też silna tendencja akcentująca potrzebę bardzo naukowego
podchodzenia i sprawdzania podstawowych koncepcji tworzących
pracę z procesem.
Na koniec kilka osobistych uwag. Od 1988-go roku,
gdy w Barcelonie zobaczyłem po raz pierwszy jak pracuje
Max Schuepbach, mój późniejszy nauczyciel i przyjaciel,
praca z procesem jest dla mnie cały czas czymś magicznym,
fascynującym i inspirującym. Wszystko to, co mnie do
niej przyciągnęło pozostaje nadal najważniejsze. Brak
inwazyjności w pracy terapeutycznej, prawdziwy szacunek
dla człowieka we wszystkich jego aspektach i wobec
każdego jego doświadczenia, ciekawość, rezygnacja z
wiedzy a priori i akcent na umysł początkującego, miejsce
dla twórczości, radości i humoru oraz poczucie wielu
jeszcze nieodkrytych poziomów i zastosowań – wszystko
to sprawia, że praca z procesem jest nadal niedościgłym
wzorem, którego im więcej się człowiek uczy, tym mniej
rozumie, doświadczając jedynie Tajemnicy.
Działa tutaj zasada, którą najlepiej chyba wyraził
A.A.Milne: „Im bardziej /Puchatek/ zaglądał do środka,
tym bardziej Prosiaczka tam nie było.”
Ciekawe, co napiszę za następne 12 lat do trzeciego
wydania tej książki.
|